niedziela, 7 sierpnia 2016

Przerwa

Przepraszam wszystkich czytelników, ale potrzebuję przerwy w tej historii. Zapętliłam się i za szybko przeprowadziłam akcję. Muszę to przemyśleć, ale postaram się wrócić na początek września.

Chwilowo zapraszam na nowe opowiadanie, które powstaje: http://hogwart-powrot-do-przeszlosci.blogspot.com/

Pozdrawiam!

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 9

- Zoey! - Hermiona powoli zaczęła tracić nad sobą panowanie. Już trzeci raz jej córka ochlapała ją wodą z jeziora. Żeby chociaż była ciepła, ale kobieta miała już przemoczoną koszulkę i gęsią skórkę na ramionach. - Jeszcze raz spróbujesz, to naprawdę wrócimy do domu!

- Oj, mamo! - Córka podbiegła do niej z uśmiechem. Doskonale wiedziała, że to, co słyszy z ust matki, to czcze pogróżki. Przez te jedenaście lat doskonale zdążyła poznać wszystkie jej zagrania.

- Ja naprawdę nie żartuję, Zo. - Hermiona westchnęła. Czuła, że jest za miękka dla małej i choć raz powinna spełnić groźbę, ale nie miała serca zabierać córce tych małych wakacji.

„Kiedy zrobiłam się taka miękka?” - pomyślała z irytacją.

- Przepraszam, już nie będę. - Zoey uśmiechnęła się rozbrajająco.

- Dobrze, dobrze. A może teraz dla odmiany ochlap tatę?

- Nie radzę. - Malfoy spojrzał na nie ostrzegawczo zza czytanej gazety.

- Tato! Chodź się z nami pobaw – poprosiła dziewczynka, wskazując gestem ręki na Scorpiusa, który budował ogromny zamek z piasku. - Mamo, ty też!

- Okej, idziemy. - Draco zadecydował za siebie i Hermionę.

- Ej, a moje zdanie już się nie liczy? - przekornie zapytała kobieta, podnosząc się ze swojego leżaka.

- Zostałaś demokratycznie przegłosowana – odparł blondyn.


Budowali wielki zamek przez prawie godzinę. Wszystko szło im bardzo sprawnie, bo każdy miał swoje zadanie do wykonania. Zoey i Scorpius budowali wieże i tunele pod nimi, Malfoy wykopywał fosę, a Hermiona szukała i przyozdabiała budowlę znalezionymi na plaży skarbami – muszelkami, kamykami i piórkami. W końcu rodzice zdecydowali, że pora wracać do domku i iść spać, bo zrobiło się naprawdę późno. Cała czwórka ruszyła w odpowiednią stronę. Gdyby ktoś teraz ich zauważył, to powiedziałby, że jest to zwyczajna, normalna, kochająca się rodzina, jakich wiele.
Draco czuł, że podczas tej banalnej zabawy w piasku rezerwa między nim a Granger bardzo stopniała, jeśli nie zniknęła. Naprawdę, ciężko było mu się na nią gniewać, zwłaszcza, kiedy uśmiechała się i patrzyła na niego tymi swoimi czekoladowymi oczami. Nie wiedział tylko, jak nazwać uczucia, które przelatywały w nim, kiedy ją widział.

Po wojnie wyjechał do Australii. Jego daleki krewny prowadził tam firmę i poszukiwał wspólnika, a ponieważ Draco chciał wyjechać i odpocząć od codzienności, nie wahał się długo i wyruszył niemal natychmiast. Czystym przypadkiem było to, że spotkał tam Hermionę. Okazało się, że ona również pracuje w tej firmie i nawet w tym samym dziale. Poszli kiedyś razem na spotkanie biznesowe, trochę się upili i wylądowali w łóżku, w jego domu. Wtedy pierwszy raz coś poczuł – jakieś ciepłe uczucie, rozlewające się w jego sercu. Ale kiedy następnego dnia się obudził, nie było już ani Hermiony ani jej rzeczy. Gdy poszedł do pracy, okazało się, że dziewczyna złożyła wymówienie i wyjechała. Nikt nie wiedział gdzie i dokąd. To go naprawdę zabolało. Jakiś miesiąc później przestał wreszcie opłakiwać utraconą kobietę i zdecydował, że trzeba wziąć się w garść. Zaczął spotykać się ze śliczną, drobniutką skrzypaczką, Katią, grającą w orkiestrze. Miała ogromne błękitne oczy, wysokie kości policzkowe, niewielkie usta i długie do pasa, ciemne włosy. Poznali się na jednym z koncertów i ich znajomość rozwinęła się bardzo szybko, ale Draconowi ciężko było powiedzieć, czy to jest ta jedyna, prawdziwa miłość. W ogóle nie czuł się tak, jak ludzie w filmach – nie było żadnych romantycznych uniesień czy motyli w brzuchu. Zależało mu na Katii, ale nic więcej. Kiedy zaszła w ciążę, ucieszył się. Bardzo pragnął założyć zwyczajną, normalną rodzinę i raz na zawsze odciąć się myślami od Hermiony, która często pojawiała się w jego głowie. Urodził im się prześliczny synek – Scorpius, który z miejsca stał się oczkiem w głowie pana Malfoya. Wtedy naprawdę czuł się szczęśliwy. Niestety, pięć lat później jego żona zginęła w wypadku samochodowym. Ciężko było mu się po tym pozbierać, zwłaszcza, że musiał być jeszcze oporą dla małego synka, który niewiele wówczas rozumiał. Zadecydował, że najlepszym wyjściem będzie posłanie Scorpa do Hogwartu, w którym sam kiedyś się uczył. Przeprowadzili się do Londynu i Draco zatrudnił się w Ministerstwie Magii. Nie pracował na jakimś wymarzonym stanowisku, ale bycie wicedyrektorem Departamentu Szkolnictwa w zupełności mu wystarczało. A gdy dowiedział się, że ma córkę, cały jego świat stanął do góry nogami. Miał nadzieję, że jeszcze uda mu się to wszystko uporządkować razem z Hermioną.



Witam! Powracam po dłuuugiej przerwie z nowym rozdzialikiem. Jest bardzo krótki, ale dopiero się rozkręcam i mam nadzieję wrócić do regularnego pisania. Na szczęście problemy sprzętowe mam już za sobą, więc teraz będzie już tylko lepiej. Pozdrawiam wszystkich czytelników! :*

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 8

Następnego dnia rano Hermiona wraz z córką stanęły pod willą Malfoya. "Jezu, jaka wielka" pomyślała. Nigdy nie widziała czegoś podobnego. Wielki biały dom otoczony był ogrodem, w którym rosło mnóstwo kwiatów i innych roślin. Trawnik był równiuteńko przycięty, jakby spod linijki. Nawet jedno źdźbło nie wystawało ponad poziom.Brunetka pomyślała, że musi tu pracować mnóstwo ludzi. Utrzymanie takiej wielkiej posiadłości w idealnym stanie musi wymagać dużo czasu.

- Mamo, wchodzimy? - Zoey pociągnęła ją za rękę.

- Och, oczywiście, zamyśliłam się. - Hermiona uśmiechnęła się do córki.

Zadzwoniły do drzwi.

- Kto tam? - zapytał głos z domofonu.

- Hej, to my! - zawołała Zo.

- Wchodźcie.

Furtka zabrzęczała. Dziewczynka pchnęła ją i pobiegła w stronę drzwi do domu. Nacisnęła klamkę i weszła do środka.

- Zoey! Przed wejściem należy zapukać! - skarciła córkę Hermiona.

- Witajcie - rozległ się głos ze środka.

- Tata! - zawołała dziewczynka

- Cześć, mała. - Draco z uśmiechem pogłaskał Zo po głowie, rozwalając misternie ułożoną przez matkę fryzurę, która składała się z drobnych pasem włosów ułożonych i spiętych wsuwkami. Mała uciekła z piskiem, a Hermiona posłała Malfoyowi karcące spojrzenie. Zresztą, już kilka razy złapała się na tym, że miała ochotę go strofować , jakby wciąż był dzieckiem.

- Może pójdziesz pobawić się ze Scorpiusem w ogrodzie? - zaproponował Draco blondyneczce. - Strasznie się za tobą stęsknił. W tym czasie ja i mama obgadamy najważniejsze sprawy.

- Pewnie! - krzyknęła radośnie dziewczynka i pobiegła w stronę drzwi wyjściowych.

- Gdzie jedziemy? - zapytała Hermiona, kiedy jej córka wyszła już na zewnątrz.

- Wynająłem dla nas mały domek nad jeziorem. Nie ma jakiś wielkich luksusów, ale myślę, że jakoś przeżyjemy – odparł Draco dość sztywno. Nie wiedział jak zachować się w stosunku do niej. Nie potrafił jej wybaczyć, że tyle lat ukrywała przed nim prawdę o jego córce. Z drugiej strony, wtedy, dwanaście lat temu, kiedy pracowali razem w korporacji, naprawdę coś do niej poczuł. Teraz to uczucie w większym stopniu wygasło, ale nie potrafił odnosić do niej tak, jak wtedy, kiedy chodzili do szkoły – niemiło i oschle. Po pierwsze zmienił się. Nadal nie przepadał za szlamami i czarodziejami z mugolskich rodzin, ale nauczył się tego nie okazywać. A po drugie, Hermiona była przecież matką jego córki, a on naprawdę polubił Zoey.

- Przepraszam, mówiłaś coś? Zamyśliłem się – spytał brunetkę, bo zorientował się, że patrzy na niego wyczekująco, jakby czekała na odpowiedź.

- Pytałam, czy nadal masz do mnie żal – cicho zapytała.

- Chyba nie liczyłaś, że przejdzie mi jednego dnia. Zabrałaś mi jedenaście lat z córką! – odparł ze złością i na chwilę wyjrzał z jego umysłu dawny Malfoy. Żeby nie stracić nad sobą panowania, wziął głęboki oddech i kontunuował. - Nie rozumiem, dlaczego wtedy uciekłaś. I nie będę próbował zrozumieć. Uważam, że powinniśmy utrzymywać poprawne stosunki tylko ze względu na Zoey.

Hermionę zabolała ta odpowiedź. Ale czego mogła się spodziewać? Draco miał rację. Okłamała go. I nie powinna liczyć na nic poza tym, co powiedział.

- Kim jest matka Scorpiusa? - zapytała go, bo to pytanie nurtowało ją odkąd tylko poznała małego blondyna.

- To nie jest twoja sprawa – odpowiedział Malfoy, ale brunetka mogłaby przysiąc, że zauważyła ból w jego oczach. - Jedziemy?

- Pewnie – kobieta była wdzięczna, że skończyła się ta niezręczna sytuacja. Wstała i wzięła torbę, a Draco poszedł zawołać dzieciaki.

- Będziemy się teleportować? - spytała zaciekawiona Zo.

Scorpius skrzywił się nieznacznie.

- Nie – odpowiedział Malfoy ze śmiechem, widząc minę swojego syna. - Scorp nie lubi się teleportować. Pojedziemy samochodem. - Wskazał czarnego mercedesa, który stał na podjeździe, przed garażem.

- Jaki fajny! - wykrzyknęła mała. A miała sporą wiedzę o samochodach i nie łatwo było jej zaimponować. Jako, że mieszkała z mamą w mugolskiej dzielnicy, to każdy z sąsiadów posiadał jakieś auto. Nawet Hermiona je miała, tylko, że był to stary, bardzo odrapany garbus, chyba z piątej ręki.

- No to wsiadaj. - Draco otworzył drzwiczki.

Kiedy już dzieciaki usadowiły się na swoich miejscach i zapięły pasy, a torby i walizki sostały zapakowane do bagażnika, Malfoy usiadł za kierownicą, włączył silnik i pojechali.



***



Trzy godziny później cała rodzina była już na miejscu. Draco jako pierwszy poszedł się zorientować w sytuacji i odebrać kluczyki do domku. „Prawdziwy dżentelmen” pomyślała Hermiona, kiedy wtaszczył na piętro trzy torby razem. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy, że przyjechali tu tylko na trzy dni i zabieranie ze sobą całej garderoby było naprawdę zbędne.

- To co robimy? - zapytał, kiedy już wszyscy rozlokowali się na łóżkach i w szafkach.

- Chodźmy nad jezioro! - od razu krzyknęły dzieciaki.

- Może to nie jest taki głupi pomysł – zastanowiła się Hermiona. - Oni pójdą się kąpać a ja w końcu trochę się poopalam i odpocznę.

- Dobra, przebierajcie się szybko! Za dziesięć minut wychodzimy! - pogonił Draco.


Witajcie, drodzy czytelnicy! Strasznie Was przepraszam, że musieliście tyle czekać na nowy rozdział. Miałam małe problemy, które na szczęście są już za mną i od września postaram się publikować rozdziały regularnie. Ta notka ma 3 strony, jak na razie to mój rekord. Pozdrawiam i dziękuję za każdy komentarz! ;)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 7

Hermiona odwróciła się i stanęła oko w oko z Malfoyem. Niewiele zmienił się przez te 12 lat. Jego włosy nadal miały ten sam jasny kolor, oczy nadal były stalowoszare... Nie chwileczkę. Oczy zdecydowanie się zmieniły. Nie były już takie zimne i nie patrzyły z obojętnością na wszystko wokół. Teraz było w nich... uczucie? Nie, to chyba za dużo powiedziane. Chociaż...?

- Granger, wszystko w porządku? - Draco spojrzał uważnie na brunetkę.

- Jak...? - zaczęła, ale chłopak jej przerwał:

- Nietrudno się domyśleć. Nawet Scorpius zauważył, że jest do mnie podobna. - Blondyn lekko się uśmiechnął. - Poza tym czas i wiek doskonale się zgadzają, pamiętasz?

- Nie zapomniałam. - Głos Hermiony stał się chłodniejszy. Z trudem powstrzymywała łzy. Zawsze tak reagowała na wspomnienie tego, co stało się w Australii. - Dlaczego chcesz nam pomóc? Przecież ja nic ci nie powiedziałam. Wyjechałam.

- Na ciebie nadal jestem wściekły. Ale to jest moja córka. - Wypowiedział te słowa takim tonem, jakby wszystko wyjaśniały.

- Nie mamy czasu - przerwała im uzdrowicielka. - Jeśli nadal podtrzymuje pan swoją zgodę,to możemy przejść do tamtej sali. - Wskazała białe drzwi.

- Oczywiście. - Malfoy był zdecydowany. Ruszył za kobietą w fartuchu. Sekundę przed wejściem zatrzymał go kobiecy głos.

- Draco, dziękuję.

***

- To znaczy, że mam siostrę? - Scorpius nie posiadał się ze zdumienia. Jego ojciec siedział na szpitalnym łóżku, a obok niego stała piękna kobieta, ta sama, która wcześniej rozmawiała z Zoey. W szpitalu, on i jego koleżanka leżeli już trzeci dzień. Jemu w zasadzie nic nie było, był tylko lekko osłabiony. Zo dopiero dziś się wybudziła.

- Tak, Scorp. - Jego tata uśmiechnął się do syna.

- A ja mam brata? - zapytała podekscytowana blondynka.

- Przyrodniego - uściśliła Hermiona.

- Ale czad! - wykrzyknęły dzieciaki razem.

Malfoy odetchnął z ulgą. Trochę obawiał się jak to przyjmą. Na szczęście, dzieci dostrzegały tylko te dobre strony.

- Ty jesteś moim tatą? - zapytała go Zoey.

- Tak - odparł Draco.

W tym momencie Scorpius posmutniał. Jego przyrodnia siostra miała i mamę i tatę. On - tylko ojca. Jego matka odeszła, kiedy skończył 5 lat. Widząć to, Hermiona podeszła do niego i przykucnęła przy nim. Nie przepadała za Draconem, ale jego syn był bardzo sympatyczny. Popatrzyła mu w oczy i uśmiechnęła się. Chłopiec spojrzał na nią i z lekka pojaśniał.

- Jestem za tym, żeby, w ramach tej wiadomości, zrobić tygodniową przerwę i pojechać na jakieś wakacje - zaproponował Malfoy-senior.

- Mowy nie ma - zaoponowała Hermiona zanim dzieci zdążyły wykrzyknąć "hurra". - Jest szkoła a oni i tak stracili już cztery dni.

- To może dwudniowa, odprężająca wycieczka zapoznawcza? - Blondyn uśmiechnął się porozumiewawczo do Zoey. Zanim jej matka zdążyła zaprzeczyć, dziewczyna przytuliła się do niej.

- Mamusiu, proszę - zatrzepotała swoimi długimi rzęsami.

- Ech, no dobrze. Ale tylko dwa dni! - odparła zrezygnowana Hermiona. Nie umiała jej odmówić, zwłaszcza po tym co stało się niedawno. Końcówkę jej wypowiedzi zagłuszył radosny okrzyk Zo i Scorpiusa.

- Ciszej, proszę. To szpital, a nie dyskoteka. - Uzdrowicielka zgromiła ich wzrokiem.

- Proszę pani, kiedy będę mogła wyjść? - zapytała ją dziewczynka.

Kobieta spojrzała w swoje dokumenty.

- Myślę, że już dziś wieczorem - odpowiedziała i popatrzyła na Hermionę. - Będzie musiała pani podpisać dokumenty.

Brunetka nie była pewna, co do tej wycieczki. Nadal głupio czuła się w towarzystwie Malfoya, ale starała się tego nie okazywać ze względu na córkę. Tak się cieszyła, że wreszcie miała ojca...

"Ta wycieczka będzie idealna lub koszmarna" - pomyślała.

Nie pomyliła się.


Witajcie, drodzy czytelnicy! Zostawiam Wam rozdział 7, trochę dłuższy od poprzedniego. Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Blog miesiąca

Witajcie! Na początku strasznie przepraszam, ale nowy rozdział pojawi się dziś lub jutro. Wybaczcie, że musicie tyle czekać.

A teraz główna sprawa: Mój blog został zgłoszony do konkursu na bloga miesiąca Katalogu Granger (link). Jeśli ktokolwiek będzie chciał oddać na niego głos w tej ankiecie, będzie mi baaardzo miło ;)

Pozdrawiam wszystkich!
Lusia Na

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 6

Hermiona siedziała właśnie przy stole w swoim malutkim pokoju. Obudziła się godzinę temu i już nie mogła zasnąć. Coś jej nie pozwalało, czuła jakiś wewnętrzny niepokój.

"Skoro i tak nie zasnę, to może chociaż uzupełnię dokumenty" - pomyślała. Szybko wyjęła z teczki gruby plik papierów i długopis, ale nie zdążyła nawet przeczytać tytułu, gdyż przez jej okno wleciał kot. To znaczy, nie zwykły kot, ale patronus w kształcie tego zwierzęcia.

" To dziwne" - Hermiona zmarszczyła brwi. - "Przecież kot to zawsze był patronus profesor McGonagall".

Nie zdążyła jednak nawet ustnie sformułować swoich myśli, kiedy błękitny obłok przemówił głosem dyrektorki.

- Na Hogwart napadła garstka śmierciożerców. Nie ma ofiar śmiertelnych w uczniach. Proszę rodziców o jak najszybsze przybycie do szkoły.

Pod brunetką ugięły się nogi. Opadła na fotel i z trudem złapała powietrze. Czuła, jakby coś bardzo ciężkiego przygniotło jej klatkę piersiową. Nie. Teraz nie może użalać się nad sobą. Musi teleportować się do Hogwartu, do swojej córki. Zoey. Na tę myśl kobiecie znów zrobiło się słabo. Nie może stracić swojej córeczki. Przecież ma tylko ją. Niemal natychmiast chwyciła swoją różdżkę i wypowiedziała zaklęcie. Chwilę później była już przed murami szkoły. Wbiegła do środka przez ciężką, drewnianą bramę i ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Z doświadczenia pamiętała, że to zawsze tam można było znaleźć dyrektora. Nie pomyliła się. Na długich ławach siedzieli zdrowi uczniowie, a profesor McGonagall lawirowała między nimi. Na widok swojej byłej uczennicy, przystanęła i ruszyła w jej kierunku.

- Pani profesor! Co tu się stało?! - krzyknęła Hermiona.

- Spokojnie, chodźmy do skrzydła szpitalnego - Minerwa dała znak brunetce i wyszły na korytarz.

- Co z moją córką? - denerwowała się pani Granger.

- To ona zauważyła śmierciożerców w zamku i poinformowała nauczycieli. Jest bardzo dzielna - odparła dyrektorka.

Ale Hermionie nie o to chodziło.

- Co z nią? - powtórzyła pytanie.

- Jeden ze śmierciożerców rzucił na nią Sectumsempre. Trafiła do skrzydła szpitalnego. Teraz zajmuje się nią pani Pomfrey - McGonagall wskazała ręką newyraźny kształt w białej pościeli. Brunetka pobiegła w tamtą stronę. Jej córka wyglądała strasznie. Była potwornie blada, a na rękach i nogach miała jakieś siniaki i zadrapania. Hermiona rozejrzała się dookoła i zauważyła, że trzy łóżka dalej obok siedzi sam Draco Malfoy i rozmawia z jakimś blondwłosym chłopcem z opatrunkiem na głowie. Na chwilę skamieniała, ale później odwróciła głowę i zwróciła się do kobiety w białym fartuchu.

- W jakim jest stanie? - zapytała uzdrowicielkę spokojnym głosem, chociaż wszystko w niej zdawało się wprost krzyczeć.

- Szczerze mówiąc bardzo ciężkim. Straciła mnóstwo krwi. Staram się ją uratować zaklęciami, ale to działa zbyt powoli.

- Chce mi pani powiedzieć, że nic nie da się już zrobić? - zawołała zrozpaczona Hermiona.

- Jest jeszcze jedno wyjście. Możemy spróbować mugolskiej transfuzji krwi. Ale potrzebujemy tej samej grupy krwi. Czy wy...? - uzdrowicielka nie zdążyła dokończyć pytania, bo pani Granger jej przerwała:

- Nie, ja i Zoey mamy inne grupy krwi. Ona ma AB Rh-, a ja 0 Rh+. A nie da się, powiedzmy, sprowadzić krwi od kogoś innego?

- Nie zdążymy. A ojciec dziecka? Jest tutaj? Jeśli tak, to możemy pobrać krew od niego - zaproponowała kobieta.

- Ja nie... - zaczęła Hermiona i w tym momencie przerwał jej męski głos z tyłu:

- Tak, jestem tutaj. I myślę, że mogę jej pomóc.


Rozdział absolutnie króciutki i biję się za to w pierś. Stwierdziłam, że tak dawno nic nie wstawiłam, że muszę napisać chociaż malutkie coś. Następny rozdział z pewnością będzie dłuższy i pojawi się do końca tygodnia.
Pozdrawiam
Lusia Na

wtorek, 30 czerwca 2015

Miniaturka

"Prawdziwa miłość nie kończy się nigdy"

 
W kuchni panował niesamowity gwar i ścisk. Wszyscy chcieli jakoś pomóc, ale w rzeczywistości tylko przeszkadzali sobie nawzajem. Kotłowanie rąk i łokci przerwał głos siwej, starszej pani, w błękitnej sukience i białym, kuchennym fartuszku.
- Kochani, zapraszam wszystkich do salonu! - krzyknęła z wielką werwą i zaklaskała w dłonie.
Tłum przesunął się w stronę, którą wskazała kobieta i wszedł do obszernego pokoju. Jego ściany miały kolor czerwonego wina, do którego doskonale pasowały ciężkie, złote zasłony w oknach i ciemnobrązowe, mahoniowe meble. Na środku stał ogromny stół nakryty błękitnym obrusem, z wyhaftowanymi różowymi stokrotkami. W rogu został postawiony mały stoliczek dla dzieci. Znajdowały się na nim plastikowe talerzyki, sztućce i kubeczki w różnych kolorach, a w ramach niespodzianki w każdym z nich znajdował się cukierek. Kiedy wszyscy usiedli już na swoich miejscach (każde było oznaczone bilecikiem z nazwiskiem), na stołach pojawiło się mnóstwo przysmaków. Czego tam nie było! Pieczony kurczak, gulasz wołowy, puddingi w różnych smakach, ryby smażone i wędzone, słowem: same pyszności! Ale też było dla kogo gotować, bo rodzina była naprawdę olbrzymia.
U szczytu stołu siedział senior rodu Draco Malfoy, siwy i wysoki, z dumnie podniesioną głową i nienagannie zawiązanym krawatem, a obok niego, jego żona Hermiona – uśmiechnięta i właśnie zajęta wycieraniem ust jednemu z wnuków. To ona była tą kobietą, która starała się zaprowadzić porządek w kuchni. Niedaleko małżeństwa siedziała ich najstarsza córka Scarlett wraz z mężem i dorosłą córką. Pozostała trójka jej dzieci siedziała przy mniejszym stoliczku. Obok Dracona zasiadał Scorpius – drugie pod względem wieku dziecko Malfoyów. To on właśnie omawiał jakąś sprawę ze swoją żoną – piękną złotowłosą czarodziejką, piastującą na rękach malutkiego synka. Ich starsza, długowłosa latorośl siedziała z innymi dziećmi. Najmłodsze córki Hermiony i Draco – bliźniaczki Jane i Molly śmiały się teraz wesoło z opowieści męża tej pierwszej. Przy stole nie zabrakło także najlepszych przyjaciół Hermiony – Ginevry Potter z mężem Harrym i dziećmi oraz Ronalda Weasleya z żoną Lavender. Najzabawniejsze było to, jak oni wszyscy różnili się od siebie. Można powiedzieć, że stanowili swoje wzajemne przeciwieństwa, a mimo to doskonale się dogadywali.
Niedługi czas po rozpoczęciu obiadu, mąż Jane – Michael powstał i postukał łyżeczką w kieliszek z winem. Wszystkie spojrzenia zwróciły się na niego.
- Kochani! Z okazji, że spotkaliśmy się tutaj całą rodziną, chciałbym wznieść toast za ojca naszego rodu – tu Michael kiwnął głową w kierunku Dracona. - Pragnę jeszcze przypomnieć, że dokładnie 5 lat temu, tu w tym pokoju, poprosiłem o rękę Jane. Nie spotkało się to, mówiąc łagodnie, z wielkim entuzjazmem, gdyż uważano, że powinniśmy najpierw skończyć szkołę i znaleźć pracę, w czym małżeństwo miałoby, zdaniem niektórych, przeszkadzać. Mimo to pobraliśmy się. Pora na mały bilansik. Jane skończyła szkołę z samymi Wybitnymi i bez problemu znalazła pracę w Ministerstwie Magii. Chciałbym teraz usłyszeć z ust jej ojca, że miałem rację i nie zawiodłem waszych oczekiwań.
- Nie zawiodłeś nas, drogi Michaelu - przyznał z godnością Draco.
- Dziękuję. Lecz to jeszcze nie wszystko. Chciałbym powiedzieć, – tu spojrzał na swoją żonę. - że Jane i ja w lipcu będziemy mieli dziecko.
Wybuch zbiorowego entuzjazmu upewnił przyszłych rodziców, że ich ogłoszenie nie zostało zignorowane. Wszyscy zerwali się z miejsca, chcąc osobiście im pogratulować. Na miejscach pozostali tylko Dracon i Hermiona, którzy spojrzeli na siebie z uśmiechem i chwycili się za ręce.
Trzy godziny później wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów. Została tylko Scarlett, żeby pomóc w posprzątaniu po tym uroczystym obiedzie. Ona i Hermiona zawsze doskonale razem rozumiały się bez słów. Teraz też nic nie mówiąc zaczęły zbierać talerze, sztućce, szklanki i kieliszki. Kiedy już cały pokój był idealnie wysprzątany i wywietrzony, córka pożegnała się z ojcem, pocałowała matkę i poszła. Draco patrzył na nią jeszcze chwilkę przez okno, po czym westchnął ciężko.
- Smutno się tu robi bez nich wszystkich prawda? - zapytał.
- Prawda. Wychowało się tutaj spore stadko - Hermiona uśmiechnęła się.
- O czym myślisz? - zainteresował się jej mąż.
- Teraz? O tym jak w trzeciej klasie walnęłam cię w nos. - kobieta cicho się zaśmiała.
- Często zastanawiam się ile razy później zdołałem wyprowadzić cię aż tak z równowagi.
- Oj, zdziwiłbyś się jak dużo razy. Tylko po prostu nie chciałam już nigdy więcej dawać ci tej satysfakcji.
- Pamiętam. Zawsze byłaś dumna i odważna jak na Gryfonkę przystało.
- A ty zawsze byłeś sprytny jak każdy Ślizgon. A pamiętasz, - rozmarzyła się Hermiona. - jak na wakacjach w Paryżu poprosiłeś mnie o rękę?
- Pamiętam. Pamiętam też, że kiedy wkładałem ci pierścionek na palec machnęłaś ręką, bo odganiałaś osę i wpadł mi do Loary - Draco uśmiechnął się do żony.
- Oj tam, nieistotny szczegół - zaśmiała się.
- A jakie jest twoje ulubione wspomnienie? - zapytał Malfoy.
- Moje? Hmmm, chyba wtedy, jak pojechaliśmy zwiedzać Hiszpanię i pierwszy raz powiedziałeś, że mnie kochasz. W sumie później za wiele razy też tego nie słyszałam - Hermiona uśmiechnęła się do męża kącikiem ust.
- Oj Granger, Granger. Ironizujesz jak Ślizgonka.
- Malfoy, nie Granger - przypomniała kobieta.
- Dla mnie zawsze pozostaniesz kujonką Granger z wielką szopą na głowie, ubraną w workowate ciuchy - zaśmiał się Draco.
- A ty dla mnie, tlenioną blond fretką - odparowała mu.
- Oj tak… A pamiętasz jak to w ogóle się stało, że zaczęliśmy ze sobą chodzić?
- Jak mogłabym zapomnieć. To było wtedy, jak razem dostaliśmy się na staż do Ministerstwa i nasz szef zmusił nas do pójścia na kawę. Cały wieczór byłeś kompletnie naburmuszony i siedzieliśmy przy stoliku w milczeniu. Do tej pory pamiętam przestraszoną minę kelnerki, która zbierała od nas zamówienie - Hermiona przymknęła oczy. - I od tamtego czasu przestałeś mnie tak wrednie traktować.
- Racja. A wiesz dlaczego? Bo od tamtego czasu, zaczęłaś normalnie czesać włosy…
- Głupek! - żachnęła się. - Potrafisz zniszczyć każdą romantyczną sytuację.
- Przepraszam kochanie. Zaraz to naprawię - powiedział Draco i namiętnie pocałował swoją żonę.
- Chciałabym znowu wrócić do młodości. Nie chcę, żeby to już był koniec tej przygody - westchnęła Hermiona.
- To nie koniec, kochanie. To dopiero początek, a wiesz dlaczego? Bo prawdziwa miłość nie kończy się nigdy…
 
 
Witam wszystkich! Dziś przychodzę z krótką miniaturką, która zajęła... pierwsze miejsce w konkursie Katalogu Granger na miniaturkę czerwca! Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, więc do dzieła ;)
Pozdrawiam